No i stało się...
Jutro muszę iść do lekarza rodzinnego.
Powód? Stan przedzawałowy. Nieźle...
Dziś rano tak mnie uciskało w klatce piersiowej, że nie mogłem wstać z łóżka.
Wczoraj miałem to samo.
Wracałem do domu, gdy bez żadnego ostrzeżenia ścisnęło mnie w klacie.
Musiałem wesprzeć się o ławkę, bo bym chyba padł na klęczki.
Z trudem odpiąłem kurtkę i odwinąłem chustę.
Wystraszyłem się nie na żarty...
Minęło sporo czasu, nim mi przeszło i mogłem pomału udać się w stronę domu.
Mam takie bóle od ponad roku, ale nie były tak mocne i częste jak aktualnie.
Tak się zastanawiałem, czy zawał jest możliwy w moim wieku...
Chyba tak...
Niestety, stres daje o sobie znać i odzywa się w taki a nie inny sposób.
Muszę zwolnić i odpocząć.
Za tydzień rozpoczynają się ferie.
Chyba skorzystam z zaproszenia Asiuli i odwiedzę ją w Trójmieście.
Nie byłem jeszcze zimą nad Bałtykiem.
Pamiętam, jak mówiła mi, że sopockie molo o tej porze roku bywa zupełnie puste.
Zrobię coś dla siebie i się przekonam o tym osobiście.
Nie mógłbym zapomnieć o molo w Orłowie!
Taki całodzienny spacer na pewno mi sie przyda.
Muszę także wspomnieć, że zaproszenie do siebie ponowił pan K.
Zastanawiam się nad tym...
Może warto skorzystać i spotkac się z nim w Warszawie.
Miałbym okazję zobaczyć stolicę i pobyć tam kilka dni...
Mam jeszcze tydzień, więc przemyślę to i tamto.
Mógłym połączyć obie wizyty. Najpierw pobyłbym trochę w Gdyni, a w drodze powrotnej zahaczyłbym o Warszawę.
A że muszę odreagować, to oczywiste.
Po feriach czeka mnie niezły maraton.
Trzeba będzie gonić z materiałem, bo zielona szkoła rozbije cały rytm pracy.
W tym roku jedziemy autokarami. Jakoś nie mogę sobie tego wyobrazić.
Nawet lepiej dla nas - opiekunów, bo nie będziemy musieli zrywać się przy przenoszeniu bagaży dzieciaków ze stacji na stację, czy podczas pakowania do pociągu.
Pamiętam, jak kiedyś w Gdyni na peronie złapała nas ulewa... Dzieciaki zapakowaliśmy do pociągu, a my w strugach ogromnej ulewy zbieraliśmy porozstawiane bagaże z peronu do przedziałów.
Byłem przemoczony do ostatniej suchej nitki...
Nie miałem nawet, jak się przebrać, bo mój bagaż był... gdzieś na dnie pośród innych...
A jak już przebrałem się w suche ciuchy, to obrzygał mnie jeden chłopaczek..., i tak już potem całą noc haftował...
Ale za to wspomnienia są pierwszorzędne...
Chciałbym także przed tegorocznym wyjazdem z dzieciakami nad morze załatwić całą procedurę związaną z awansem.
Wiem, że będzie ciężko, ale trzeba sprostać wszystkim wymaganiom.
Wspomnę tylko jeszcze, że pan M. jakoś ostatnio się nie odzywa...
Nie dałem mu jednak kosza...
Czuję do niego jakąś nić sympatii..., ale chyba tylko sympatii...
komentarze (4) | dodaj komentarz